Kard. Ryś: Potrzebujemy odnawiania Pięćdziesiątnicy w nas

2024-05-20 | autor: Mira Fiutak (Gość Gliwicki)
fot. Grzegorz Gwóźdź

Czuwanie przed Zesłaniem Ducha Świętego w Gliwicach było kolejnym dużym wydarzeniem odbywającego się w diecezji Kongresu Eucharystycznego.

W wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego odbyła się wieczorna modlitwa w kościele Chrystusa Króla w Gliwicach. Gościem tego czwartego dużego kongresowego spotkania był metropolita łódzki kard. Grzegorz Ryś. W ten wieczór kościół zapełnił się do ostatniego miejsca.

W konferencji kard. Grzegorz Ryś przypomniał, że dla wszystkich momentem Pięćdziesiątnicy jest sakrament bierzmowania, dla niektórych są nią też święcenia kapłańskie czy sakra biskupia.

- Pięćdziesiątnica jest wydarzeniem jednorazowym, ale jak czytamy w Dziejach Apostolskich, jest ono odnawiane - podkreślił. - Potrzebujemy odnawiania Pięćdziesiątnicy w nas, ponieważ nie jesteśmy pełni Ducha, nie jest ona w nas dziełem doskonałym. Nasz problem polega na tym, że nie pozwalamy Duchowi, żeby nas całkowicie wypełnił. Mam takie miejsca, gdzie Ducha Świętego nie wpuszczam albo robię to z dużą trudnością. Dokąd trwa we mnie to zmaganie, ciągle potrzebuję Jego działania, które Pięćdziesiątnicę we mnie pomnaża - wyjaśniał.

W konferencji skupił się na dwóch znakach związanych w bierzmowaniem i święceniami: włożenia rąk na głowę i namaszczenia świętym olejem. Postawił pytanie: na ile te znaki mają konsekwencje w naszym życiu.

Przypomniał scenę z Dziejów Apostolskich nałożenia rąk na siedmiu wybranych do obsługiwania stołów. - Potrzeba Ducha Świętego, żeby do stołu podawać? Jak to ma być służba, to tak. Czy podajesz do stołu czy głosisz homilię, jak to ma być służba, to potrzebujesz być pełny Ducha. Jak nie jesteś, to nie udawaj, że służysz - zaznaczył kard. Ryś. 

Przywołał wyjaśnienie przez Benedykta XVI znaczenia tego gestu nałożenia rąk jako wzięcia pod opiekę, jako gestu opiekuna wobec dziecka. - Ten gest zawsze znaczy „bądź dzieckiem”, dojrzewaj do tego, żeby być dzieckiem. W wierze dzięki Duchowi Świętemu dojrzewasz do dziecięctwa. To znaczy dojrzewaj do tego, żeby rzeczywistość przeżywać jako dar. Bo dziecko tak ją przyjmuje, ono mówi: „daj” - podkreślił.

Przypomniał scenę z Dziejów Apostolskich, kiedy pewien człowiek chce zapłacić za tę „władzę” udzielania Ducha Świętego. - Od jego imienia wzięła się nazwa jednego z najcięższych grzechów, jakie można popełnić w Kościele, czyli symonia. Płacisz za Ducha Świętego. Ile kosztuje Msza, ile trzeba zapłacić za chrzest i inne sakramenty? Na ile wyceniacie Ducha Świętego? Za tym się kryje mocniejsze pytanie. Ile kosztuje śmierć Jezusa? Bo Duch jest nam dany za cenę odejścia Jezusa, z samego środka Jego śmierci. Jak pisze Jan: „oddał ducha”. Jezus tchnie Ducha z krzyża. Ile to kosztuje? Nie da się inaczej, musisz przyjąć jako dar - powiedział kardynał.

Zacytował też słowa Jana Pawła II z encykliki „Dominum et vivificantem”, że najwyższym wymiarem oporu stawianego Duchowi Świętemu jest materializm „w jego postaci teoretycznej - jako system myślenia; w postaci praktycznej - jako sposób odczytywania i wartościowania faktów”, czyli robienia tego, co się opłaca, co przynosi zysk.

Drugim wymiarem tego dziecięctwa jest to, że jesteśmy synami i córkami, a nie niewolnikami. - Bądź przed Bogiem w całej swojej wolności; bądź, bo chcesz; bądź z Nim, bo niczego nie musisz. I tak naprawdę nic innego cię przy nim nie trzyma jak ta niesłychana radość z doświadczenia, że jestem Jego dzieckiem, a On jest moim ojcem. Duch Święty kształtuje w nas relację bezinteresowności z Bogiem. Kiedy Chrystus przekazuje nam wszystkie swoje dary, z Duchem Świętym na czele, to żadnym z nich nas nie kupuje. Jezus nas nie kupuje, daje bezinteresownie - podkreślał kardynał.

Odniósł się też do gestu nałożenia rąk jako gestu sukcesji. - To jest gest tradycji, który pokazuje jak wielkie zaufanie Jezus ma do nas, do człowieka. Bo przekaz objawienia, swojego działania i swojego słowa związał z ludźmi, którzy wkładają ręce na następnych – zaznaczył.

W drugiej części konferencji omówił znak namaszczenia olejem. - Pierwsze znaczenie tego namaszczenia jest takie, że jestem inny. Ta inność bierze się stąd, że należę do Boga. Wszyscy jesteśmy namaszczeni. Każdy z nas jest Christos, bo jesteś namaszczony, jesteś pomazańcem. Szanujmy się nawzajem, rozpoznawajmy w sobie godność, która jest nieskończona. Jak nie szanujesz człowieka, który jest pomazany od chrztu, to co rozumiesz z własnego namaszczenia? - pytał kardynał.

Namaszczenie kapłanów, proroków i królów wiązało się zawsze z pewną godnością. - Ona przede wszystkim przekłada się na misję. Jesteś kapłanem dla ludzi. Jesteś królem, prorokiem, kapłanem dla innych. Nie dla siebie. Namaszczenie to godność, która jest posłaniem. Kapłaństwo jest służebne. To nie oznacza, że służymy Bogu, bo Jego nie się da wyprzedzić w służbie. To znaczy, że służymy wam. I nie ma na to lepszego momentu jak Eucharystia. A wy od chrztu macie w sobie kapłaństwo królewskie - zwrócił się do uczestników spotkania. - Macie takie poczucie w Kościele? Jeśli nie, to znaczy, że Duch potrzebuje w nas odnawiać Pięćdziesiątnicę, jaką były święcenia - dodał.

Następnie rozpoczęła się modlitwa najpierw za wszystkich księży z nałożeniem rąk przez kard. Grzegorza Rysia i obecnych na spotkaniu biskupów Sławomira Odera i Andrzeja Iwaneckiego. Później księża modlili się za osoby świeckie. Na koniec wszyscy zebrani w kościele wyciągnęli ręce nad pochylonymi głowami swoich biskupów. Po tej modlitwie rozpoczęła się adoracja Jezusa w Najświętszym Sakramencie.

Na zakończenie bp Sławomir Oder przypomniał, że przed południem w gliwickiej katedrze odbyły się święcenia kapłańskie ks. Patryka Adlera, którego uczestnicy czuwania powitali głośnymi oklaskami. Biskup poinformował też, że w przyszłym roku nie ma kandydata do kapłaństwa i takie święcenia się nie odbędą. Już teraz zaprosił wszystkich na zaplanowane w tym czasie czuwanie z modlitwą o powołania do kapłaństwa.

- Modliliśmy się tutaj przez dwie godziny, jeden bardziej odczuwał emocje, inny mniej. Ale modlitwa i doświadczenie Kościoła to nie są emocje. Wszystkie nasze śpiewy i uwielbienie nie miałyby sensu, gdybyśmy nie spojrzeli w oczy Chrystusa obecnego w Eucharystii z miłością w sercu. Gdzie nie ma emocji, tylko prawda o tej Jego obecności - mówił biskup gliwicki o zakończonej właśnie adoracji. - To co On tutaj mówi do nas, to nie są emocje, ale prawda Kościoła. On tutaj jest dla nas obecny. On tutaj jest z nami i chce z nami pozostać - przekonywał.

Nawiązał do uroczystości bierzmowania, kiedy namaszcza czoła kandydatów olejem i cały kościół wypełnia się zapachem krzyżma. - Jesteśmy namaszczeni i musimy pachnieć Bogiem. To zapach Boga, który jest na nas, który nas napełnia wtedy, kiedy spożywamy Eucharystię. Musimy pachnieć Bogiem w tym świecie. Apostołów była garstka, a zmienili świat. My też nieśmy Chrystusa, bądźmy Jego świadkami i przemieniajmy świat mocą Jego miłości - powiedział do uczestników czuwania.

Spotkanie było czwartym dużym wydarzeniem przygotowanym w ramach trwającego w diecezji gliwickiej Kongresu Eucharystycznego, który zakończy się w uroczystość Bożego Ciała.









Powrót