Bóg, który ryzykuje swój autorytet. Ks. Wojciech Maciążek na rekolekcjach „Jezus Żyje”

2026-07-13 | autor: Diecezja Gliwicka
fot. Anna Płużek / Inicjatywa Missio

W ramach trwającego I turnusu rekolekcji „Jezus Żyje”, uczestnicy przeżywali kerygmatyczny dzień poświęcony rzeczywistości grzechu i Bożego miłosierdzia. Konferencję i słowo do zgromadzonych skierował ks. Wojciech Maciążek, rektor Wyższego Międzydiecezjalnego Seminarium Duchownego w Opolu. W niezwykle głębokim, a zarazem pełnym humoru wystąpieniu, kaznodzieja zaprosił do zaprzyjaźnienia się z trudną, ale zachwycającą Księgą proroka Ozeasza.

Czytanie „pomiędzy wierszami”

Ks. Maciążek wyszedł od definicji człowieka inteligentnego, nawiązując do łacińskiego źródłosłowu inter-legere - czyli „czytać pomiędzy”. Zauważył, że choć liturgia dnia proponuje nam zaledwie krótkie fragmenty z Ozeasza, to jako ludzie inteligentni musimy wejść głębiej, by zrozumieć dramaturgię relacji Boga z człowiekiem. Prorok Ozeasz posługuje się obrazem małżeństwa, by opisać więź Boga z Izraelem. Bóg jawi się tu jako Oblubieniec, który jednak - ku zaskoczeniu i zgorszeniu wielu - decyduje się poślubić kobietę niewierną.
„To drastyczny, odpychający obraz: Bóg przyjmuje z powrotem tę, która Go zdradziła. Dlaczego? Bo lud w VIII wieku przed Chrystusem, zamiast trwać przy jedynym Bogu, robił sobie ciągłe 'spacery' w stronę pogańskiego bożka Baala” - tłumaczył.

Miłość za cenę niezrozumienia

Centralnym punktem rozważania stała się Boża reakcja na ludzki grzech. Ks. Wojciech podkreślił, że Bóg w swojej wszechmocy dobrowolnie ogranicza się do granic ludzkiej wolności. Aby uratować człowieka kroczącego drogą ku przepaści, decyduje się na radykalne kroki - odbiera Izraelowi dobra, odgradza go murem i dopuszcza trudne doświadczenia, by lud wreszcie oprzytomniał i zatęsknił za pierwszym Mężem.
„Słuchając tych słów, oblubienica może pomyśleć: 'On mnie nie kocha, skoro tyle mi zabiera i zadaje mi ból'. Bóg stawia swój autorytet na szali i ryzykuje, że pomyślimy o Nim najgorzej. Kiedy robi się takie rzeczy? Tylko wtedy, gdy kocha się kogoś najbardziej na świecie i gdy dobro tej drugiej osoby jest ważniejsze niż to, co ona w danej chwili o nas pomyśli” - mówił ks. Maciążek.

Lustro weneckie i sakramentalny lekarz

Opisując istotę grzechu odwołał się do myśli św. Tomasza z Akwinu, definiując go jako odwrócenie się od Boga (aversio a Deo) i zwrócenie ku stworzeniom (conversio ad creaturam). Użył przy tym  porównania: „Grzech działa jak lustro weneckie. Zamyka nas w ciemnym pokoju przesłuchań, gdzie widzimy wyłącznie własne odbicie i wydaje nam się, że poza nami nie ma nic więcej. Tymczasem po drugiej stronie szyby stoi Ktoś, kto nieustannie na nas patrzy z tą samą, niezmienną miłością. Grzech nie tamuje strumienia Bożej łaski, on jedynie paraliżuje nasz wzrok, byśmy jej nie widzieli”.
Przypomniał również biblijne znaczenie śmierci. Wbrew podręcznikom neurobiologii, Pismo Święte definiuje śmierć relacyjnie - jako całkowitą separację od Źródła Życia, której ostateczną, przerażającą formą na wieczność jest piekło. Ratunkiem z tej pułapki jest Jezus, który nie brzydzi się ludzkiej nędzy. Tak jak w Ewangelii Chrystus dotykał trędowatych i sam nie stawał się nieczysty, lecz uzdrawiał chorych, tak samo dotyka naszych grzechów. Miejscem tego dotknięcia w Kościele katolickim jest sakrament pokuty.
„Czy są w życiu piękniejsze słowa niż te słyszane w konfesjonale: 'I ja odpuszczam tobie grzechy...'? To jest jedyny punkt we wszechświecie, który jest w stanie pokonać moc grzechu. Niech Ozeasz - piewca Bożej miłości - towarzyszy nam w tych dniach. Tej miłości żaden ludzki grzech nie jest w stanie skreślić, odwołać ani pokonać” - zakończył ks. Wojciech Maciążek.





Powrót