„Być dobrym jak chleb”. 45 lat cichej służby i przywracania godności

2026-09-16 | autor: Diecezja Gliwicka

Kiedy w 1981 roku we Wrocławiu brat Jerzy Adam Marszałkowicz powoływał do życia Towarzystwo Pomocy im. Adama Chmielowskiego, władze PRL rejestrując je nie byli świadomi, że tworzą katolickie stowarzyszenie - kategorycznie zabraniano wtedy używania słów „święty” oraz „bezdomny”. Ówczesny aparat państwowy twierdził oficjalnie, że problem bezdomności w Polsce nie istnieje. Dziś, po 45 latach od tamtych wydarzeń, dzieło św. Brata Alberta jest jednym z najważniejszych filarów chrześcijańskiego miłosierdzia w Polsce. O kulisach tej cichej, ale niezwykle poruszającej służbie w diecezji gliwickiej rozmawiają goście 17. odcinka podcastu „Mądra Duchowość”. W Kurii Diecezjalnej o tym, co robią dla dobra innych opowiadali: 

  • Barbara Demidowicz (kierownik Domu Samotnej Matki i Schroniska dla Kobiety w Zabrzu),
  • Roman Kamiński (prezes Koła Gliwickiego),
  • ks. Adrian Pietrzyk (duszpasterz Brata Alberta w diecezji gliwickiej).

W powszechnej opinii społecznej bezdomność bywa sprowadzana do uzależnień, lenistwa czy powierzchownych życiowych wyborów. Praktycy pracujący w placówkach w Zabrzu, Gliwicach i Bojkowie stanowczo obalają te krzywdzące mity. Za każdym człowiekiem trafiającym do schroniska stoi potężna, wielopokoleniowa trauma, nierozwiązane kryzysy rodzinne oraz głębokie osamotnienie.

„Największym dramatem naszych podopiecznych nie jest wcale brak środków finansowych, bo od tego są instytucje i opieka społeczna. Największym dramatem jest całkowity brak dobrych relacji i porzucona godność. Kiedy człowiek nie ma oparcia w najbliższych, powiela trudne schematy i traci wiarę, że jest cokolwiek wart” - podkreśla Barbara Demidowicz.

Centralną postacią i inspiracją dla wszystkich albertyńskich działań pozostaje sam patron - Adam Chmielowski, św. Brat Albert. Jego życiorys to nie wyidealizowana laurka, lecz pełna zakrętów historia człowieka poturbowanego przez los: powstańca styczniowego, który stracił nogę, sieroty, wybitnego malarza salonów krakowskich i Monachium, a także człowieka, który przeszedł ciężkie załamanie psychiczne i 11 miesięcy spędził w szpitalu psychiatrycznym.

„Dla mnie Brat Albert to święty niezwykle bezpieczny i autentyczny. On sam przeszedł przez najciemniejsze doliny życia, przez depresję i bezsilność, dlatego w ogrzewalniach i przytuliskach Krakowa stał się prawdziwym bratem wszystkich ludzi. Nigdy nikogo nie oceniał i nikim się nie gorszył” - zauważa Roman Kamiński.

W rozmowie wybrzmiewa zasada, że pomoc w duchu albertyńskim nie ma nic wspólnego z przymusem, wyniosłością czy szybką rozliczalnością z „efektów”. Duszpasterstwo i posługa w schroniskach opierają się na delikatności, szacunku dla wolności drugiego człowieka i gotowości na długie, cierpliwe wyczekiwanie.

Ks. Adrian Pietrzyk wspomina historię jednej z podopiecznych, która przez rok podczas ich spotkań nie była w stanie podać mu ręki na przywitanie. Dopiero po wielu miesiącach cichej obecności, podczas znaku pokoju na Mszy świętej, wyciągnęła dłoń, a niedługo potem sama przyszła pomóc w przygotowaniu różańca. Owoce tej cichej postawy bywają poruszające - od 11 chrztów dzieci w Domu Samotnej Matki po wzruszające momenty pojednania skłóconych rodzin u progu śmierci podopiecznych.

Mądra duchowość, jak podsumowują goście podcastu, to po prostu mądra i wierna obecność. Być przy drugim człowieku w imię Chrystusa, nie oceniając i nie stawiając warunków – to najprostsza, a zarazem najbardziej wymagająca droga do świętości.

Powrót