Punktem wyjścia dla niedzielnej medytacji jest tło historyczne i emocjonalne ewangelicznej opowieści. Chwilę wcześniej Jezus dowiaduje się o tragicznej śmierci swojego najbliższego przyjaciela i krewnego - Jana Chrzciciela. W obliczu tak wielkiego osobistego dramatu Chrystus pragnie odosobnienia. Wsiada do łodzi i odpływa na pustkowie, by w cichej modlitwie przeżyć żałobę i porozmawiać z Ojcem.
Tymczasem ludzie, widząc kierunek Jego podróży, ruszają pieszo wzdłuż brzegów jeziora. Biegną tak szybko, że wyprzedzają łódź i czekają na Zbawiciela w miejscu, w którym ten zamierzał przybić do brzegu.
- Co musiało dziać się wtedy w sercu i umyśle Pana Jezusa? - pyta ks. Marek - Gdybym był na Jego miejscu, z pewnością czułbym ogromną frustrację. Potrzebuję chwili ciszy, a tu cały świat pędzi jeszcze bardziej niż zazwyczaj! Tymczasem Jezus zostawia swoje plany i chęć bycia w samotności, by wyjść naprzeciw człowiekowi. Zamiast zniechęcenia pojawia się w Nim głębokie miłosierdzie.
Ks. Marek odnosi tę ewangeliczną scenę do doświadczeń każdego z nas. Wielu chrześcijan z wielką starannością próbuje zaplanować swój czas na modlitwę - cichą adorację w kaplicy czy samotne czytanie Pisma Świętego. Często jednak ten misterny plan ulega zburzeniu: w kaplicy pojawia się hałas, w pracy wydłuża się zebranie, albo trzeba nagle pojechać po dzieci do szkoły.
- Znam to bardzo dobrze z własnego życia. Kiedy coś się „wykrzaczy” i dojdą nowe obowiązki, bywa mi niezwykle trudno zobaczyć w tych historiach tak samo obecnego Boga, jak Boga obecnego w sterylnej ciszy na modlitwie. Dzisiejsza Ewangelia chce nas nauczyć wolności. Jeśli Bóg chce mi się pokazać w inny sposób, nie zostawi mnie samego. Pokaże mi swoje oblicze w osobach, które do mnie przychodzą - wyjaśnia duszpasterz.
Autor zwraca uwagę na poruszający, bardzo ludzki detal, który łatwo przeoczyć podczas lektury Ewangelii. Każdy z nas wie z własnego doświadczenia, że na przyjęciu urodzinowym czy w restauracji panuje głośny zgiełk, dopóki na stole nie pojawi się jedzenie. Wtedy nagle zapada głębokie milczenie.
Dokładnie taki sam cud ciszy musiał wydarzyć się na wzgórzu, na którym Jezus nakarmił około pięć tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. Kiedy rozdzielono chleb i ryby, tysiące zmęczonych i głodnych ludzi na chwilę zamilkło.
- Wyobraźmy sobie ten moment niezwykłej ciszy, który przeżywał wtedy Jezus wraz z apostołami. To był mały przedsmak spełnienia pragnienia Jego serca. Bóg dał Mu chwilę wytchnienia pośród ludzi, którym przed chwilą posłużył - zauważa ks. Marek.
W drugiej części nagrania ks. Marek Ludwig - pracujący na co dzień w diecezjalnym Centrum Medialnym - przechodzi do tematu obecności chrześcijan w przestrzeni wirtualnej. Przywołuje słowa dokumentu Watykańskiej Dekasterii ds. Komunikacji „Ku pełnej obecności”, który przypomina, że w sieci każdy wierzący jest swoistym „mikroinfluencerem”.
Zwraca uwagę, że każde nasze kliknięcie, polubienie, komentarz czy udostępnienie dobrej treści ma realny wpływ na kształtowanie algorytmów i budowanie cyfrowego środowiska.
- Ktoś mądry powiedział mi kiedyś zdanie, które jest moim motorem napędowym w pracy medialnej: „Zło w świecie jest tak bardzo obecne, bo dobrzy ludzie postanowili milczeć”. Dziękuję wszystkim, którzy nie milczą w internecie i zwykłym lajkiem czy udostępnieniem pomagają głosić Dobrą Nowinę. Niech Pan Bóg błogosławi nas, abyśmy nasz bezcenny czas poświęcali w sieci na rzeczy wartościowe i budujące - podsumowuje ks. Marek.