Metropolita katowicki przypomniał słowa św. Bernarda odnoszące się do sceny zwiastowania. - "Gdybyś nie była pokorna, to wszystko byś zepsuła. Nawet Twoja wielka wiara by się pogubiła, gdybyś straciła pokorę. Bo nie można być pysznym i wierzyć w Boga. Nawet Twoja dziewiczość i czystość byłyby zagrożone, gdybyś wpadła w pewność, że już nie musisz czuwać, że już nie musisz pilnować serca" - cytował.
Zaznaczył, że podobnie jest w życiu każdego człowieka, który psuje powierzone mu zadania, kiedy wpada w pychę, traci pokorę. - Ilu znam takich polityków, którzy szli do polityki, żeby być ministrami, czyli sługami ludzi, a nagle uderzyła im do głowy władza i już ludzi nie słuchają, a tylko swojego własnego politycznego interesu. Ile znam takich księży, którzy szli w kapłaństwo z pokorą, ślubując posłuszeństwo, a potem gdzieś dopadła ich pycha i pogubili się w swoim kapłaństwie, niekiedy je nawet zostawili. Wam, rodzinom, nie muszę mówić, jak pycha i brak pokory rozbijają małżeństwo, kiedy zamiast przebaczyć, rozwiązać problem i kryzys w małżeństwie, po prostu małżonkowie zagniewani na siebie rozchodzą się i rozwiązują małżeństwo - powiedział abp Przybylski.
Przywołał św. Bernarda z Clairvaux, który podkreślał, że Maryja w źle rozumianej pokorze mogła czuć się niegodna zadania, które Bóg przed Nią postawił. - Można być źle pokornym. Można nie podjąć wielkich dzieł Bożych, właśnie źle pojmując pokorę. Czym więc ona jest? Często, niestety, kojarzy się nam z milczeniem, przytakiwaniem, niepodejmowaniem wielkich dzieł, cichością... Bóg nie chce takiej pokory, kiedy chowamy głowę w piasek, odchodzimy od odpowiedzialności wystraszeni, żeby czasem nas nie dopadła pycha. Nie realizujemy swoich powołań, mówiąc, że to za wielkie - wymieniał.
Abp Przybylski przytoczył też prostą definicję pokory św. Tomasza z Akwinu. - Nazwał ją bezbronnością wobec prawdy, zwłaszcza prawdy o sobie. Być pokornym to poddać się prawdzie, realizować ją. Tę prawdę, która jest w stworzeniu, którą daje nam Pan Bóg i którą jest Pan Bóg. Być pokornym to stawać wobec prawdy o sobie, o rodzinie, o stworzeniu, o naturze, o świecie. Człowiek pyszny neguje tę prawdę. Chce ją sobie sam, według swoich myśli i wyobrażeń, stworzyć. Ale prawdy się nie stwarza i nie wymyśla. Prawdzie się służy i za prawdą się idzie - powiedział metropolita katowicki.
Jeśli człowiek odchodzi od prawdy, skazuje się na nieszczęście, a w konsekwencji na budowanie małżeństwa i rodziny na kłamstwie. Zachęcał do odkrywania jej w swoim życiu, żeby być człowiekiem "na obraz Pana Boga, a nie na obraz z internetu, seriali telewizyjnych, podpowiedzi lepszych lub gorszych psychologów, socjologów, kulturoznawców".
- Żeby nam nie mówili, że człowiek to jest wytwór kultury. A jak wytwór kultury, to może sobie zmieniać kulturę, tak jak może sobie zmieniać płeć, naturę, sposób powstawania, rodzenia się. Może sobie rządzić własnym życiem i decydować, kiedy to życie może żyć, a kiedy można mu nie pozwolić żyć albo skrócić to życie. Czy to nie jest pycha człowieka? - powiedział metropolita katowicki.
- A jaka jest prawda o małżeństwie? "Stworzył Bóg kobietę i mężczyznę". Postanowił, żeby to oni tworzyli małżeństwo. To jest plan Boga, Stwórcy. To jest prawda o małżeństwie. Dlaczego dzisiaj chce się to redefiniować? I to w świetle prawa. Czy to nie jest jakiś objaw ludzkiej pychy? - pytał, cytując: "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela". - A my, zamiast pomagać młodym małżeństwom rozwiązywać problemy, coraz częściej pomagamy im rozwiązywać małżeństwo - podkreślił.
Kazanie zakończył wezwaniem do tego, żeby właśnie od Matki Bożej Rudzkiej, czczonej w tym sanktuarium jako Pokorna, uczyć się prawdziwej pokory.