Jezus zatrzymuje się w swojej wędrówce z uczniami w okolicach Cezarei Filipowej. Zadaje im tam dwa pytania. Pierwsze z nich jest ogólne i bezpieczne: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Uczniowie chętnie przekazują opinie tłumów: dla jednych Jezus jest Janem Chrzcicielem, dla innych Eliaszem, Jeremiaszem lub jednym z dawnych proroków.
Jednak Jezus nie pozwala swoim uczniom pozostać na poziomie opinii innych ludzi. Natychmiast zadaje drugie pytanie, które uderza w samo serce ich tożsamości: „A wy za kogo Mnie uważacie?”.
„To pytanie jest skierowane bardzo osobiście wtedy do uczniów, ale ponieważ Słowo Boże jest żywe, ono jest dzisiaj skierowane do ciebie i do mnie. Ono domaga się osobistej odpowiedzi” – podkreśla Weronika Korba.
Piotr, odpowiadając: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”, nie wypowiada formułki wyuczonej w szkole. Jezus wyraźnie mu tłumaczy, że to zrozumienie nie pochodzi z „ciała i krwi” – nie jest owocem ludzkiego intelektu ani tradycji – ale jest darem i objawieniem samego Ojca, który jest w niebie.
Weronika Korba z niezwykłą szczerością odnosi to ewangeliczne rozróżnienie do swojej własnej historii. Przez wiele lat jej wiara opierała się na solidnym, tradycyjnym fundamencie, który otrzymała od rodziców. Była ochrzczona, bierzmowana, przystąpiła do Pierwszej Komunii Świętej, regularnie chodziła do kościoła, a w jej rodzinnym domu codziennie rano i wieczorem odmawiano wspólną modlitwę.
„Ale tak naprawdę, gdy dzisiaj patrzę na ten etap mojego życia, to ja nie znałam Boga. Ja coś o Nim wiedziałam z katechezy, z lekcji religii, z przekazu w kościele” – wyznaje autorka.
Punkt zwrotny nastąpił 36 lat temu, gdy Weronika miała 35 lat. Jej dotychczasowy, poukładany świat nagle zaczął się walić. Właśnie wtedy, w tym bolesnym momencie bezradności, Bóg postawił na jej drodze ludzi, którzy pomogli jej zatrzymać się w życiowym pędzie i zadali to jedno, kluczowe pytanie: „A kim dla ciebie jest Jezus Chrystus?”.
To nie był łatwy proces, ale po przeżyciu Seminarium Odnowy Wiary, Weronika jako w pełni dojrzała kobieta publicznie wyznała przed wspólnotą, że Jezus jest jej Panem i Zbawicielem.
„To diametralnie odmieniło moje życie. To odmieniło mój sposób przeżywania wiary, ponieważ od pobożności tradycyjnej i wiary przejętej od moich rodziców przeszłam do osobistej więzi i do relacji. I to zaczęło wpływać na moje życie – i to do dzisiaj trwa” – świadczy z radością.
Osobiste wyznanie wiary i codzienne zapraszanie Jezusa do każdej, nawet najmniejszej sprawy, stało się dla Weroniki fundamentem, na którym opiera się całe jej życie. Jezus obiecał, że dom zbudowany na skale przetrwa każdą nawałnicę. Autorka potwierdza tę prawdę swoim życiem: jako wdowa konsekrowana przeszła przez wiele trudnych doświadczeń, cierpień i życiowych burz, ale jej dom się nie zawalił, ponieważ Jezus był i jest w nim nieustannie obecny.
Tylko wiara zakorzeniona w osobistej relacji, a nie w zwykłym przyzwyczajeniu, ma moc dać człowiekowi pokój w czasach kryzysu.
Aby ukazać, jak potężną moc ma osobiste opowiedzenie się za Chrystusem, Weronika Korba przywołuje poruszające świadectwo, które usłyszała podczas niedawnych rekolekcji „Jezus Żyje” na Górze Świętej Anny. Bohaterem tej historii był nawrócony muzułmanin z Pakistanu, który w przeszłości służył jako imam i był szkolony na dżihadystę. Jego jedynym celem i pragnieniem było zabijanie chrześcijan.
Wszystko zmieniło się, gdy spotkał ludzi, którzy nie tyle mówili o Ewangelii, co po prostu pokazywali Boga swoim codziennym życiem. Zaczął porównywać ich postawę z Koranem i zafascynowany Chrystusem, przyjął chrzest. Kiedy dżihadyści odkryli jego nawrócenie, wywlekli go i wycelowali w niego broń. Choć pistolety zamachowców nigdy wcześniej się nie zacinały, tym razem broń odmówiła posłuszeństwa – przeżył. Kolejnym razem został brutalnie pobity, połamano mu czaszkę, żebra i porzucono w przydrożnym rowie. Cudem uratowany w szpitalu, musiał uciekać z kraju.
Cena, jaką zapłacił za swoje wyznanie wiary, była niewyobrażalna: dżihadyści zamordowali jego ojca i siostrę, niemal na śmierć skatowali jego brata, a na niego samego wydano cztery wyroki śmierci (fatwy). Mimo to, ten człowiek ze spokojem i niezłomną wiarą mówi dziś: „Nie poddam się. Będę służył Bogu”.
Ten pakistański świadek wiary wypowiedział na początku swojego wystąpienia słowa, które głęboko zapadły w serce Weroniki Korby i które powinny stać się drogowskazem dla każdego z nas: „Nie wszyscy ludzie czytają Biblię, ale czytają nasze życie”.
To zdanie rzuca nam ogromne wyzwanie. W świecie, który często odrzuca Kościół, naukę religii i księgi liturgiczne, jedyną „Ewangelią”, z jaką zetkną się nasi sąsiedzi, koledzy z pracy czy członkowie rodzin, jesteśmy my sami. Nasza cierpliwość, uczciwość, radość pośród trudów i miłość wobec nieprzyjaciół to jedyne litery, z których inni mogą wyczytać miłość Boga.
Weronika Korba kończy swoją medytację gorącym apelem: powierzmy całe swoje życie Jezusowi, budujmy na Nim naszą codzienność i poznawajmy Jego Słowo, aby nasze życie stało się dla innych najpiękniejszym, żywym drogowskazem do nieba.