Kiedy w latach 50. XX wieku w amerykańskiej telewizji pojawiał się abp Fulton J. Sheen, przed odbiornikami zasiadały dziesiątki milionów widzów. W czerwonej piusce, z charakterystycznym czarnym szkicem i kredą w ręku, potrafił konkurować z najpopularniejszymi gwiazdami Hollywood. Jednak to nie charyzmat medialny stanowił o sile jego posługi, lecz to, co działo się po omacku w kaplicy - codzienna, nieprzerwana Godzina Święta adoracji Najświętszego Sakramentu. O tej niezwykłej postaci oraz jej aktualności dla współczesnego duszpasterstwa rozmawialiśmy w 18. odcinku podcastu „Mądra Duchowość”.
Ks. Michał i ks. Tadeusz podkreślają, że Fulton Sheen nauczył się języka radia i telewizji nie po to, by zdobyć poklask, ale by Ewangelia dotarła do najprostszych ludzi. Jednocześnie rygorystycznie pilnował bezinteresowności. Nigdy nie przyjmował prywatnych czeków ani gaż za swoje audycje, przeznaczając wszelkie dochody na dzieła misyjne.
„Fulton Sheen pokazuje, że spójność w nauczaniu bierze się wyłącznie z modlitwy i czasu spędzonego przed Chrystusem. Jego radykalizm polegał na tym, że był dokładnie tym, kogo głosił” - zauważa ks. Tadeusz Górny.
To właśnie abp Sheen w lutym 1951 roku zaproponował znany dziś na całym świecie pięciokolorowy różaniec misyjny, w którym każdy kolor symbolizuje inny kontynent. Miał głębokie przekonanie, że modlitwa Kościoła musi mieć wymiar uniwersalny.
Jednak najważniejszym testamentem duchowym, jaki pozostawił kapłanom i świeckim, pozostaje praktyka Godziny Świętej. Sheen przez 54 lata kapłaństwa nie opuścił ani jednego dnia bez godziny spędzonej na cichej adoracji Eucharystii.
„Gdy wchodzimy na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem, budujemy wewnętrzną odporność na duszpasterskie wypalenie. Z adoracji wypływa siła do tego, by być dla ludzi i walczyć o zbawienie każdego człowieka, bez względu na to, w jak ciemnym punkcie życia się znajduje” - podkreśla ks. Michał Chmiel.
Postać abp. Fultona Sheena staje się dziś niezwykle czytelną duszpasterską wskazówką. Pokazuje, że nowoczesne media i zaawansowane narzędzia komunikacji są potrzebne, ale stają się puste, jeśli nie stoją za nimi konkretna relacja z Chrystusem oraz cicha, codzienna obecność u stóp Ołtarza.