Autorem rozważania na tę niedzielę jest Tomek Michalik - 25-letni student ostatniego roku studiów magisterskich z informatyki na Politechnice Śląskiej. Tomek aktywnie angażuje się w duszpasterstwo młodzieżowe VIVET, w którym podczas poniedziałkowych spotkań posługuje m.in. poprzez tłumaczenie prowadzonych tam adoracji.
Ewangeliczna historia rozpoczyna się tuż po cudownym rozmnożeniu chleba. Jezus przynagla swoich uczniów, by wsiedli do łodzi i odpłynęli, podczas gdy sam odprawia tłumy, a następnie wychodzi samotnie na górę, by się modlić.
„Osobiście wyobrażam sobie, że po prostu się wtedy spieszył. Chciał, żeby już docierali, a sam dopinał ostatnie rzeczy, jakie chciał powiedzieć ludziom, których nakarmił. A później chciał jeszcze przez chwilę porozmawiać, w sumie przez noc całą ze swoim Ojcem”, mówi Tomek.
W tym geście kryje się ujmująca normalność i Boża logika: „Idźcie, ja was dogonię”. Jak zauważa, to zachowanie Chrystusa może być dla nas ważną lekcją w naszej własnej, zabieganej codzienności. Często, gdy brakuje nam czasu w ciągu dnia, zaczynamy podbierać go z przestrzeni modlitwy i spraw związanych z wiarą. Ewangelia ta przychodzi jednak z wielkim zapewnieniem: Bóg troszczy się o nasze życie. W swojej cudowności potrafi tak poukładać i rozwiązać codzienne sprawy, by wszystko ostatecznie znalazło swoje właściwe miejsce.
Gdy łódź z uczniami zmaga się z silnym, przeciwnym wiatrem i falami na środku jeziora, Jezus przychodzi do nich, krocząc po wodzie. Widok ten budzi w apostołach paraliżujący strach – krzyczą z przerażenia, biorąc mistrza za zjawę.
Tomek Michalik zwraca uwagę na interesujący paradoks naszego chrześcijańskiego życia. Na co dzień deklarujemy mocną wiarę w Boga i Jego cuda, jednak kiedy w naszym życiu dzieje się coś niezwykłego, co wymyka się czystemu przypadkowi, często zamiast radości czujemy niepokój i dyskomfort. Właśnie w takie momenty życiowych sztormów i niewytłumaczalnych sytuacji Jezus przychodzi z jednym, kluczowym słowem:
„Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!”
Niezwykle mocnym punktem medytacji jest analiza postawy Szymona Piotra, który na słowa Jezusa odpowiada żądaniem dowodu: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. Gdy Piotr wychodzi z łodzi, po chwili ulega lękowi przed silnym wiatrem i zaczyna tonąć.
Dlaczego Jezus dopuścił do tej sytuacji i pozwolił Piotrowi doświadczyć przerażenia? Tomek Michalik wskazuje na niezwykle istotny szczegół:
„Jezus nigdy nie namawiał Piotra, żeby wyszedł z tej łodzi. To była jego własna decyzja, na którą On tylko się zgodził. (...) Nikt normalny nie chciałby chodzić po wodzie”.
Piotr znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie z powodu własnej, pochopnej decyzji. Mimo to, kiedy tylko krzyczy o pomoc, Jezus natychmiast wyciąga rękę i go chwyta. To jedno z najpiękniejszych przesłań tej Ewangelii: nawet w najtrudniejszych sytuacjach, w które wchodzimy na własne życzenie i z powodu własnej nierozwagi, Bóg nas nie potępia. Jest przy nas i zawsze jest gotowy nas uratować.
Medytacja kończy się powrotem Jezusa i Piotra do łodzi, po którym wiatr natychmiast się ucisza. Dla Tomka to uciszenie burzy niesie ze sobą niezwykle osobisty i dotykający obraz Boga, który mówi do nas po trudnych doświadczeniach:
„Wystarczająco dużo strachu już mieliście, teraz możecie odpocząć”.
To zaproszenie, by po każdym życiowym sztormie przyjąć od Boga dar pokoju, wytchnienia i głębokiego odpoczynku u Jego boku.