Tego dnia bazylika wypełniła się pielgrzymującymi rodzinami. Metropolitalny odpust ku czci Matki Bożej Pokornej był okazją do wielopokoleniowego świętowania w rudzkim sanktuarium. Mszy św. przewodniczył metropolita katowicki abp Andrzej Przybylski, a koncelebrowali bp Sławomir Oder i bp Andrzej Iwanecki oraz księża obecni na uroczystości.
Uroczystość odbyła się w 300. rocznicę ufundowania Kaplicy Matki Bożej Pokornej i w 17. rocznicę podniesienia rudzkiego kościoła do godności bazyliki mniejszej.
- Gromadzimy się u stóp Matki Pokornej w czasach, które od nas, chrześcijan, a zwłaszcza od współczesnych rodzin, wymagają niezwykłej czytelności i świadectwa. Przynosimy przed ten obraz Maryi nasze radości, ale i troskę o przyszłość młodego pokolenia. W tym kontekście jakże proroczo i aktualnie brzmią dla nas słowa, które zostawił nam na polskiej ziemi św. Jan Paweł II. Rozważając czwarte przekazanie, papież wypowiedział słowa, które musimy dziś na nowo wyryć w naszych sercach: sprawy rodziny są i pozostaną najważniejszą drogą Kościoła i ludzkości. Nie ma ważniejszej sprawy niż ta, by człowiek mógł rodzić się i rozwijać w środowisku miłości ludzkiej, która odzwierciedla miłość Boga samego. Nasz wielki rodak wołał wówczas, że bez silnej, opartej na Dekalogu rodziny gmach ludzkiej cywilizacji zaczyna pękać. Dziś chcemy na nowo podjąć to wyzwanie - powiedział bp Oder, witając zebranych bazylice.
Zachęcał, żeby prosić w tym miejscu Matkę Bożą o siłę i mądrość w wychowaniu dzieci, żeby rodziny stawały się "prawdziwymi szkołami miłości i wiary".
W kazaniu abp Andrzej Przybylski swoje rozważanie poświęcił pokorze, nawiązując do św. Bernarda z Clairvaux, francuskiego cystersa żyjącego na przełomie XI i XII w., który podkreślał, że właśnie ona jest najważniejszą cnotą Matki Bożej. Przestrzegał jednak przed źle rozumianą pokorą. - Można być źle pokornym. Można nie podjąć wielkich dzieł Bożych, właśnie źle pojmując pokorę - zaznaczył.
Przytoczył definicję pokory św. Tomasza z Akwinu. - Nazwał ją bezbronnością wobec prawdy, zwłaszcza prawdy o sobie. Być pokornym to poddać się prawdzie, realizować ją. Tę prawdę, która jest w stworzeniu, którą daje nam Pan Bóg i którą jest Pan Bóg. Być pokornym to stawać wobec prawdy o sobie, o rodzinie, o stworzeniu, o naturze, o świecie. Człowiek pyszny neguje tę prawdę. Chce ją sobie sam, według swoich myśli i wyobrażeń, stworzyć. Ale prawdy się nie stwarza i nie wymyśla. Prawdzie się służy i za prawdą się idzie - powiedział metropolita katowicki.
Zachęcał do odkrywania tej prawdy w swoim życiu, żeby być człowiekiem "na obraz Pana Boga, a nie na obraz z internetu, seriali telewizyjnych, podpowiedzi lepszych lub gorszych psychologów, socjologów, kulturoznawców". - Żeby nam nie mówili, że człowiek to jest wytwór kultury. A jak wytwór kultury, to może sobie zmieniać kulturę, tak jak może sobie zmieniać płeć, naturę, sposób powstawania, rodzenia się. Może sobie rządzić własnym życiem i decydować, kiedy to życie może żyć, a kiedy można mu nie pozwolić żyć albo skrócić to życie. Czy to nie jest pycha człowieka? - powiedział metropolita katowicki. - A jaka jest prawda o małżeństwie? "Stworzył Bóg kobietę i mężczyznę". Postanowił, żeby to oni tworzyli małżeństwo. To jest plan Boga, Stwórcy. To jest prawda o małżeństwie. Dlaczego dzisiaj chce się to redefiniować? I to w świetle prawa. Czy to nie jest jakiś objaw ludzkiej pychy? - pytał abp Przybylski.
Na zakończenie liturgii biskupi i księża przeszli w procesji do Kaplicy Matki Bożej Pokornej, gdzie bp Oder prowadził modlitwę zawierzenia Maryi przyszłości ziemi śląskiej i jej mieszkańców.
Podczas liturgii śpiewały Chór Parafialny im. Juliusza Rogera pod dyrekcją Marii Wiechoczek, diakonia muzyczna Wspólnoty Przymierza Rodzin "Mamre" pod kierunkiem Magdaleny Buczek, a na organach grał Rafał Kaczorowski. Po południu w Kaplicy Matki Bożej Pokornej członkowie Bractwa Najświętszego Sakramentu odnowili swoje przyrzeczenia.
Po Eucharystii rozpoczął się festyn rodzinny, przygotowany na polanie przy Starym Opactwie, z występami na scenie i atrakcjami dla różnych pokoleń uczestników - od najmłodszych do najstarszych. To był czas wspólnego świętowania i doświadczenia wielopokoleniowego Kościoła.